PORTBOU CZYLI NA POGRANICZU HISZPAŃSKO-FRANCUSKIM

Portbou to małe, niezwykle urokliwe miasteczko w Katalonii, tuż przy francuskiej granicy. Można do niego dojechać pociągiem, bo co jak co, ale stację kolejową w Portbou to ze sporym rozmachem zrobiono.

Zresztą owa stacja oraz znajdujący się na niej zegar czy też zegary to popularny temat zdjęć zrobionych w miasteczku. Jak dla mnie zresztą bardzo klimatycznych.

Podróż do Portbou niewątpliwie nie śniła nam się po nocach, ale faktem jest, że myśleliśmy o niej już od jakiegoś czasu. W tym roku zrealizowaliśmy ten zamiar i odwiedziliśmy to miasteczko. Dotarliśmy do niego samochodem. Droga w górach, dość mocno kręta, liczne ograniczenia prędkości, ale widoki zdecydowanie zapierające dech w piersiach. Po drodze mija się miejscowości jak LLanca czy Colera. Nasza wizyta w Portbou trwała zaledwie kilka godzin. Nieco czasu spędziliśmy na plaży. Wspomnienie tym przyjemniejsze, że tamta kąpiel w morzu, była pierwszą kąpielą podczas letniego urlopu. Potem spacerowaliśmy jeszcze po Portbou. Pokonaliśmy „trasę” związaną z Walterem Benjaminem. Zachwycaliśmy się kolorowymi, pastelowymi fasadami kamienic w cieniu platanów. Nie zdążyliśmy niestety zobaczyć wspomnianej stacji.

Jeśli chodzi o Waltera Benjamina należą się dwa słowa wyjaśnienia. Walter Benjamin był niemieckim filozofem, który w Portbou schronił się przed Niemcami. Zaś w obawie przed aresztowaniem przez gestapo w Portbou właśnie popełnił samobójstwo. Tak oficjalnie. Można jednak mieć pewne wątpliwości czy faktycznie w tamtym miejscu takie zagrożenie istniało. Niezależnie od tego na samym szczycie Portbou znajduje się cmentarz, na którym ponoć znajduje się grób ww. Gdy na ów szczyt dotarliśmy cmentarz był zamknięty. Jedyne co mogliśmy to podziwiać roztaczające się z każdej strony wspaniałe widoki oraz znajdujący się tam pomnik wykonany przez izraelskiego artystę Daniego Karavana (Artysta ten wg Wikipedii „znany jest z tworzenia oryginalnych pomników, które często są tak wkomponowane w otoczenie, że sprawiają wrażenie integralnej części krajobrazu.” Mające ilustrować to zdjęcia zdają się jednak świadczyć, że jest wręcz przeciwnie.) Pomnik o mało wdzięcznej nazwie Pasaże powstały na pamiątkę tragicznej śmierci pisarza w 50 lat po niej. Nieco zbyt nowoczesny, jak dla mnie przynajmniej. Warto przeczytać co nieco na jego temat w Wikipedii chociażby. Ja dodam jeszcze tylko, że do pomnika można wejść, choć my będąc tam nie zdecydowaliśmy się na ten krok.

Cóż, po kilku zaledwie godzinach w Portbou musieliśmy wracać do Besalu. Myśl o ryżu z sepią i flanie katalońskim w restauracji Can Tronc sprawiła, że nie zjedliśmy nic w Portbou i, że w drodze powrotnej dolegał nam głód oraz słońce mocno świecące prosto w oczy. Jakkolwiek wcześniej podróż do Portbou nie śniła nam się po nocy, tak teraz zdecydowanie tak już jest. To kolejne miejsce w Katalonii, po wspominanym już tu La Bisbal d’Emporda, odkryte podczas tegorocznego pobytu, do którego będziemy wracać.

Kilka informacji praktycznych. Droga do Portbou, jak i pewnie większość dróg w Hiszpanii, świetnie oznaczona. Ograniczenie na niej zazwyczaj do 40 km/h. Całodniowy postój na parkingu to koszt 3,5 euro. Plaża miejska duża pod wielką skałą, po skale przejście do mniejszych zatoczek. Na Rambla Catalunya sklep typu supermarket oraz piekarnia. Na końcu Rambla Catalunya informacja odnośnie trasy związanej z Walterem Benjaminem. Zdaje się, że 18 czy 19 lipca w Portbou organizowany jest jarmark średniowieczny.

DSC_0358
DSC_0356
Portbou Portbou Portbou Portbou DSC_0290 DSC_0278 Portbou DSC_0437 Portbou

Portbou

 DSC_0553 DSC_0578 DSC_0581

DSC_0515 DSC_0511

DSC_0538 DSC_0492 DSC_0476 DSC_0503 Portbou Portbou DSC_0470

Portbou DSC_0266 DSC_0254 DSC_0277

DSC_0452

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *