OSTENDA – PIERWSZY RAZ NAD MORZEM PÓŁNOCNYM

Nasz tegoroczny pobyt w Belgii miał potrwać prawie 3 dni. W związku z tym uznaliśmy, że miło byłoby zobaczyć coś więcej niż tylko Brugię. Wybór padł na nadmorską Ostendę (Oostende).

Bilety kolejowe kupiliśmy jeszcze w Polsce, przez internet. Dla dwóch osób w obie strony to koszt 10 euro. A podróż w jedną stronę trwa ok. 15 minut. Pierwsze wrażenia po wyjściu z pociągu są dobre. Ładny budynek dworca, katedra. No i oczywiście obłędna wręcz ilość rowerów w wypożyczalni.

DSC_0009 DSC_0008 Ostenda

Kierujemy się w stronę miasta. W stronę morza, promenady, która, jak nas zapewniano jest piękna i ma wyjątkowy klimat. Taką mamy przynajmniej nadzieję. Po drodze mijamy niezliczoną wręcz ilość budek z jedzeniem, które to oferują niezliczoną wręcz ilość stworzeń wyłowionych z morza.

DSC_0011 Ostenda

Wreszcie zbliżamy się coraz bardziej do morza i plaży. Niestety wrażenia są coraz mniej przyjemne. Masa betonu, pokraczne, gigantyczne coś w kolorze pomarańczowym po czym wspinają się dzieci i nastolatki. Mega pomnik na myśl przywodzący architektoniczne dzieła epoki socjalizmu w Polsce przedstawiające budowniczych stolicy, czy też bohaterskich żołnierzy radzieckich. Przy promenadzie dochodzimy do wniosku, że jej wyjątkowy klimat jest powodowany głównie ścianą wstrętnych klocków, jeden obok drugiego i rzadko który poniżej siedmiu pięter. Przyglądamy się plaży. Jest gigantyczna, dopiero po jakimś czasie wpadamy na to, że plaża może i jest wielka, ale rozmiar, który prezentuje tego dnia wynika także z odpływu.

DSC_0019 DSC_0022 DSC_0028 Ostenda

DSC_0113

 

DSC_0118

DSC_0120

 

Spacerujemy, jak wielu innych ludzi, a potem spędzamy kilka chwil w knajpce na plaży. Wówczas właściwie jedynej i dlatego mocno obleganej. Wypatrujemy w końcu wolny stolik, by spędzić tam dokładnie tyle czasu, ile wystarczy na spożycie dwóch kufli dobrego belgijskiego piwa, wygrzanie się w słońcu, nacieszenie ciepłym wiatrem, ciepłym piaskiem na plaży i miłym widokiem.

Ostenda

Jako, że to nasz pierwszy raz nad Morzem Północnym musimy zamoczyć w nim stopy. Z tymże nie liczymy na nic szczególnie miłego. I tu wielkie zaskoczenie. Woda jest przyjemna, właściwie dość ciepła.

W drodze powrotnej decydujemy się przegryźć jakieś owoce morza. Niestety nasze samopoczucie kilka godzin później sugeruje, że stworzenia te napasione są nieco chemią.

DSC_0145 Ostenda

Tuż przed dworcem z zaciekawieniem przyglądamy się jak chodnik unosi się w górę i po kanale przepływa statek, a potem jeszcze 20 minut i jesteśmy w Brugii.

DSC_0165 DSC_0167 DSC_0180

Gdzie Ostendzie do Brugii, nawet z dostępem do morza?! Jednak kilkugodzinny pobyt tam to było nowe, miłe doświadczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *