NERJA – ANDALUZYJSKIE WAKACJE

Nerja to nadmorskie miasteczko na południu Hiszpanii, oddalone od Malagi o 57 km. Urocze białe miasteczko, które przez posiadających tam różnego rodzaju pokoje czy mieszkania do wynajęcia, reklamowane jest m.in. jako miejsce o wyjątkowym klimacie. I szczerze powiedziawszy po naszym drugim tam pobycie ośmielam się twierdzić, że nie tylko o klimat w sensie atmosferycznym chodzi.

Gdy pierwszy raz pojechaliśmy do Nerja było gdzieś w okolicy 10 lipca. Zmęczeni po podróży udaliśmy się do hostelu Dianes, w którym wówczas mieliśmy zaklepane noclegi na cały pobyt. Otwartością pracujących tam pań i tym jak bardzo były pomocne nie mogliśmy się nadziwić. One to od razu na początku pobytu poradziły nam lokale, do których, jak zapewniły, same uczęszczały. Wśród nich był m.in. Redondo. Po godzinie 21, po odświeżeniu się i rozpakowaniu, udaliśmy się na miasto. I Redondo okazało się być tym idealnym, wypełnionym ludźmi, gwarnym, przyjaznym barem, w którym w dodatku podłoga w sporej części zasypana była serwetkami i innymi, co zgodnie z tym o czym naczytaliśmy się zawczasu, miało oznaczać lokal nie tylko dla turystów. Ostatecznie Redondo okazało się być miejscem, w którym spędziliśmy całkiem sporą część pierwszego pobytu w Nerja. A potem także i kolejnego.

Nasz pierwszy raz w Nerja trwał ok dwóch tygodni. Wspominałam o nim już tu. Wówczas pojechaliśmy jeszcze do Grenady oraz do Frigiliany. W temacie Grenady warto wspomnieć, że upał tego dnia był niemiłosierny. Gdy zwiedziwszy Alhambrę wracaliśmy do Nerja, po godzinie 21 autobusowy termometr wskazywał 34 stopnie. Jeśli zaś chodzi o Frigilianę, przy okazji drugiego pobytu w Andaluzji nie udało nam się do niej dotrzeć, choć taki mieliśmy plan. Szkoda. Szczególnie, że zapamiętaliśmy to miejsce nie tylko jako kolejne przecudnej urody białe miasteczko, ale także z uwagi na Bar-Restaurante Jaime, w którym na niewielkim tarasie zjedliśmy gazpacho (jakkolwiek wiedzieliśmy, że jada się to na zimno, to jednak duża kostka lodu w zupie musiała nas dziwić) oraz byczy ogon, wyśmienity zresztą. Nad naszymi głowami zwisały kiście winogron, a przed nami tylko góry, morze i białe miasteczko. Takie to w skrócie były nasze andaluzyjskie wakacje.

Nerja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *