DZIĘKI SANTA SUSANNA

Co do miejscowości to okazało się, że faktycznie znajduje się ona jakby nie bezpośrednio nad morzem. Z tego też względu do Carrefoura to była wyprawa…

Jednak chodziliśmy i zachwycaliśmy się, że każdy produkt lokalny był tam oznaczony. Idąc tam po te właśnie produkty mijaliśmy, ni mniej ni więcej tylko coś jakby pole kapusty, a patrząc na resztę gospodarstwa czuliśmy żal z powodu zdjęć polskich gospodarstw rolnych, które często możnabyło oglądać przy okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej. Nie były one krzywdzące w tym sensie, że był to fotomontaż, ale zapewne w tym, że nie tylko w Polsce, ale i w krajach Unii, zdecydowanie od Polski zamożniejszych takie foto można byłoby zrobić i pękać ze śmiechu. Tak czy siak zdaje się, że właśnie to pole kapusty było prawdziwą Santa Susanna. Ta część Santa Susanna, w której mieszkaliśmy to była taka dobudówka dla turystów. Żeby nie skłamać było tam chyba coś koło 30 hoteli. I większość z nich raczej zdecydowanie większe od naszego. Było i jest dla nas niepojęte czego ludzie tak naprawdę szukają jadąc do innego, pięknego i jakże różniącego się od naszego kraju, nad samo Morze Śródziemne w dodatku. Pewnego dnia na plaży z uwagi głównie na to, że nasze dziecko znalazło sobie kompana do zabawy, rozmawialiśmy z jego ojcem, też Polakiem. Jak się okazało przybył on do Santa Susanna z tym samym biurem podróży, ale mieszkał w innym hotelu. Najbardziej istotną dla niego kwestią była ilość hotelowych gwiazdek. Na szczęście, co oczywiste, jego hotel miał ich więcej niż nasz. Jego zaangażowanie w rozmowę i podnieta towarzysząca opowieści o tych właśnie gwiazdkach oraz o tym, że w jego hotelu jest basen, nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz, były co najmniej zastanawiające. Ww. nie przeszkadzało natomiast, że aby dojść na plażę musi pokonać całkiem długą drogę, a przede wszystkim przejść przez przejście podziemne!!! Co natomiast z innymi turystami? No w takich miejscach to spędzamy urlop głównie wśród rodaków, Rosjan oraz Niemców. Ci drudzy byli naszymi sąsiadami zza ściany. Miłe, starsze małżeństwo. Ona zawsze w kole do pływania – nadmuchanym i nałożonym na biodra czy talię czy raczej coś co kiedyś prawdopodobnie nią było. Nie ważne czy spotykaliśmy się na hotelowym korytarzu czy na plaży. Zastanawiające było jak mieści się będąc we wspomnianym kole w malutkiej windzie, tym bardziej, że była raczej rozsądnych rozmiarów. Fakt taki miał jednak niejednokrotnie miejsce. Na plaży za to w większości możnabyło spotkać Niemców. Zazwyczaj mocno wytatuowanych i ze złotą biżuterią, i nie chodzi o ślubne obrączki, ani o białe złoto. Widocznie było ich na tyle dużo, a ich nawyki kulinarne tak silne, że jedna z knajp w miasteczku miała w nazwie świnie i świnie wyzierały tam właściwie zewsząd. Santa Susanna niewątpliwie miała swój klimat i urok. Cóż możnabyło tam robić, gdy słońce już zaszło. Ano spacerować. W centrum miasteczka wieczorem rozkładało się mnóstwo kramów, na których można było kupić niezliczoną ilość mało przydatnych i raczej mało kojarzących się Hiszpanią rzeczy. Możnabyło także obejrzeć występy różnych kuglarzy – też niestety nieciekawe. Najistotniejszym plusem tego miejsca, poza bliskością morza była mieszcząca się tuż obok hotelu stacja kolejowa. Hiszpańska kolej jest naprawdę super. W każdym bądź razie można nią zjeździć tamtejsze piękne okolice. Byliśmy więc w Gironie. Spędziliśmy dzień w Barcelonie, przez którą znaleźliśmy się w Santa Susanna (o tym było tu). Pojechaliśmy do Blanes, które także warte jest odwiedzenia. I spacerowaliśmy w Tossa de Mar – miasteczku absolutnie uroczym, z piękną starówką, koniecznie do odwiedzenia, gdy jest się w tamtych okolicach. Do Tossa de Mar jednak nie można było dostać się pociągiem. My wybraliśmy rejs statkiem. Tak czy siak pobyt w Santa Susanna utwierdził nas w przekonaniu, że następnym razem ruszamy już bez biura w nieco inne miejsce.

Dodatkowo – kilka zdań, także w kwestii wybrzeża, położenia miejscowości, przejścia podziemnego, pola kapusty oraz licznej obecności turystów z Niemiec. Oraz foto z Wikipedii z zachodem słońca w Santa Susanna oddające, choć tylko w części specyficzny urok tego miejsca. I informacja bardziej praktyczna, kogoś to być może zainteresuje, że nad samym morzem znajdował się tam kemping. I jeszcze jedna praktyczna – by dostać się do centrum Blanes trzeba było jechać pociągiem, a potem autobusem. Jednak bilet obejmował od razu autobus i nie było dodatkowego zamieszania z jego zakupem, a autobus czekał na wysiadających z pociągu i gdy zapełnił się odjeżdżał, a po pozostałych podjeżdżał kolejny.

Santa Susanna hotele Santa Susanna, Costa Maresme, pola, pole kapustyGirona, domy nad rzeką Onyar

Blanes, port

Blanes

rejs statkiem do Tossa de Mar

rejs statkiem do Tossa de Mar, Lloret de Mar

Tossa de Mar, stare miasto

zatoczka w Tossa de Mar

Tossa de Mar, statek, morze, plaża

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *