DUMNI I WŚCIEKLI, BODY/CIAŁO I DWA DNI, JEDNA NOC

 

Jutro w Warszawie rozpoczyna się 15. Tydzień Kina Hiszpańskiego i już jutro wybieram się na film otwarcia tj. „Jak zostać Baskiem” , a potem jeszcze kilka innych. Intensywne to będą dni dlatego warto już teraz podsumować to co z nowości udało mi się obejrzeć w marcu.

Chodzi o Dwa dni, jedna noc, Dumni i wściekli oraz Body/ciało.

„Dwa dni, jedna noc” (Deux jours, une nuit) reż. Jean-Pierre Dardenne, Luc Dardenne to dobry, ale przytłaczający film. Opowiada historię kobiety, która musi zawalczyć o swoją pracę. Ma na to tytułowe dwa dni, jedną noc czyli weekend po prostu. Walka ta polegać ma na spotkaniach z innymi osobami z zakładu pracy i przekonaniu ich, by zrezygnowały ze swojej premii (1000 euro!) na rzecz utrzymania przez nią posady. Dużo tam jest dzwonienia domofonem i patrzenia na niego w oczekiwaniu, że ktoś wreszcie otworzy, wchodzenia po klatce schodowej, stania pod drzwiami. Przygnębiające jest także i to, że główna bohaterka tj. żona oraz matka dwojga małych dzieci dopiero co wychodziła z depresji, a już ma szanse popaść w nią na nowo, bo gdy straci pracę nie stać będzie jej oraz męża na spłatę kredytu za dom. A szczerze powiedziawszy przecież nie tylko ona jest w trudnej sytuacji, o czym przekona się podczas spotkań z ludźmi z pracy. Film, o dziwo, kończy się happy endem, choć takim ciut przewrotnym. W roli głównej wystąpiła Marion Cotillard, ale jej fani przed wybraniem się na film powinni uświadomić sobie, że to nie ta sama Marion, co w reklamie Diora chociażby.

Dumni i wściekli (Pride) reż. Matthew Warchus jak dla mnie fantastyczny. Film oparty na faktach, a te były takie, że w latach osiemdziesiątych w Wielkiej Brytanii za rządów Margaret Thatcher górnikom nie wiodło się najlepiej i wówczas otrzymali wsparcie od gejów. Jest zatem górnicze miasteczko i są geje z Londynu. Trochę czasu minie i kilka niemiłych sytuacji się zdarzy zanim się to dotrze. Jak w życiu, tak również w dobrym kinie – ludzie kompletnie do siebie niepasujący odnajdują się nawzajem i dobrze im z tym. Znaleźć ciekawą historię to jedno, opowiedzieć ją w tak inteligentny i zabawny sposób to coś zupełnie innego. Film zapowiadany jako komedia faktycznie jest nią na pewno, ale jednocześnie daje mnóstwo okazji do wzruszeń. Koniecznie, także z uwagi na świetną grę Billa Nighy’ego.

„Body/ciało” czyli ostatnie dzieło Małgorzaty Szumowskiej. Moim zdaniem zdecydowanie warto wybrać się do kina na ten film. Nie wiem czy to zasługa Srebrnego Niedżwiedzia czy Janusza Gajosa, ale o godz. 16:30 w poniedziałek sala kinowa była praktycznie pełna. Oswojony z ludzkim okrucieństwem prokurator przez bodaj 6 lat nie poradził sobie z oswojeniem śmierci żony i ułożeniem stosunków z córką. Wyznawaną przez siebie zasadę, że jak się dużo popieprzy to wszystko się da zjeść przełożył na pozostałe sfery swojego życia, że jak nie da rady na trzeźwo to trzeba napić się dużo wódki. Córka niepogodzona ze śmiercią matki, nienawidząca ojca, oszukująca siebie i innych, że dwa plastry ogórka i kiełki to pełnowartościowy obiad dla dorosłej kobiety, wieczorami przejadająca wszystkie swoje problemy. Pani terapeutka, której życie upływa na pracy na zamkniętym oddziale psychiatrycznym, na którym leczy się anoreksję, spacerach z jedynym towarzyszem życia tj. psem oraz spotkaniach ze zmarłymi i oszukiwaniu matki co do tego, że jej wnuk żyje, choć umarł wiele lat temu. W tle m.in. chorobliwie wychudzone dziewczęta, gigantyczne blokowisko, na którym oprócz wielkiej płyty znajduje się tylko sklep i ordynarni, cyniczni pracownicy publicznej służby zdrowia. Świetna rola Janusza Gajosa, odmieniona Maja Ostaszewska, jak zwykle fantastyczny Adam Woronowicz i epizodyczna, ale obłędna rola Ewy Dałkowskiej.  Dodatkowo muzyka – kawałki zapuszczane przez zmarłą panią mecenasową brzmią całkiem, całkiem.

Z tych trzech Dumni i wściekli, a potem Body/ciało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *