CASA AMADEO i CHOCOLATERIA SAN GINES CZYLI MADRYT SŁONY I SŁODKI

Fakty są takie, że od ponad tygodnia mamy już nowy rok i jak dla mnie zima mogłaby się skończyć. Powiem więcej – mimo tych minus 10 stopni wczoraj, około 0 stopni dzisiaj i faktu, że obecnie znowu jest biało czuję, że wiosna może nadejść w każdej właściwie chwili.

To jest niewątpliwie dobry moment na snucie planów wyjazdowych na rok obecny. Zatem od kilku już dni coraz uważniej i z coraz większym zapałem przyglądam się nowym postom na stronach informujących o promocjach lotniczych i hotelowych jak choćby fly4free oraz przeglądam strony linii lotniczych. Także i z tego względu w kwestii postów tyczących się październikowego pobytu w stolicy Hiszpanii należy już zmierzać ku końcowi. Minęło sporo czasu i pojawiło się ich w temacie Madrytu oraz Toledo w sumie kilka (choćby tylko tu, tu i tu). Dzisiaj warto wspomnieć, że w obu tych miastach i jak w innych miastach oraz miasteczkach Hiszpanii nie sposób nie dojść do wniosku, że kelner w Hiszpanii to naprawdę zapracowany człowiek. W niektórych barach czy kawiarniach szczególnie. Takiego właśnie zalatanego kelnera spotkamy na pewno w Madrycie w Mas Corazon, Casa Amadeo Los Caracoles, Chocolateria San Gines oraz na pewno w tysiącach innych, których dotąd nie odwiedziliśmy, ale kto wie….

Gdy zakończymy już spacer po Rastro warto zajrzeć do małego wręcz ciasnego, acz uroczego i ciekawego lokalu. Casa Amadeo Los Caracoles znajdujący się na trasie Rastro. Okno wystawowe, małe, jak na mały lokal przystało, ale zachęcające. Szyld powyżej sugeruje, że co jak co, ale ślimaki na pewno będą. I są. W kotle razem z ichnią kiełbasą i Bóg jeden wie czym jeszcze. A nad kotłem stoi z chochlą radosny i mający wiele do powiedzenia czy wręcz wykrzyczenia starszy pan. Raczej szef całego przedsięwzięcia. Wypytuje wchodzących jak się mają i ewentualnie uczy poprawnej odpowiedzi, szczególny nacisk kładąc na wymowę. Wyszukanie tego miejsca w google nie stanowi najmniejszego problemu. Właściciel niewątpliwie wielu przypadł do gustu. Tak czy siak interes się kręci, piwo jest pyszne i ślimaki też. Stoimy przy stoliku, a dosłownie półce i konsumujemy, a przede wszystkim obserwujemy sytuację wokół, bo naprawdę jest ciekawie i zabawnie.

Potem zjemy churrosy w miejscu, gdzie ponoć o każdej porze można je zjeść. I o każdej ponoć pyszne. Serwuje się je tam z czekoladą. Chocolateria San Gines, o której wspomniane było już tutaj. Ruch jest duży. Zaczynamy więc od rozejrzenia się za wolnym stolikiem. Znalezienie go tak od razu wydaje się mało prawdopodobne. Nie zrażając się tym można jednak złożyć zamówienie. A potem dalej wypatrywać stolika. Kelner przynosi bowiem zamówione churrosy dopiero w momencie, gdy zasiądziemy przy stoliku i wręczymy mu jeden ze świstków, który otrzymaliśmy po opłaceniu zamówienia. Teraz w spokoju możemy oczekiwać na nasze pyszności przyglądając się spacerowiczom, kawiarnianym gościom i ulicznym grajkom.

Casa Amadeo Los Caracoles Casa Amadeo Los Caracoles Casa Amadeo Los Caracoles Casa Amadeo Los Caracoles Casa Amadeo Los Caracoles Casa Amadeo Los Caracoles Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines Chocolateria San Gines

 

12 thoughts on “CASA AMADEO i CHOCOLATERIA SAN GINES CZYLI MADRYT SŁONY I SŁODKI

  1. Micha ślimaków i kufel piwa… Oto moje śniadanie, obiad i kolacja do końca życia 🙂 Dzieciaki też uwielbiają raz nawet udało im się uzbierać i zjeść 10 winniczków (w odpowiednim rozmiarze) Co do samej Hiszpanii to jak na razie przegrywa u nas z Portugalią i Holandią (plany podróżnicze na 2015) ale kto wie…

    1. Ślimaki i piwo na śniadanie, obiad i kolację – to jest pomysł! Nasze dzieci także bardzo lubią ślimaki. Hiszpanię polecam, jest piękna. Dzięki i pozdrawiam.

  2. Miejsca na następny wyjazd do Madrytu, prezentują się super! A na ślimaki się wybieram niedługo, w ramach turnusu po knajpach, pierwszy raz będą grane!

  3. Nigdy nie próbowałam churros, głównie dlatego, że nie przepadam specjalnie za słodyczami, zwłaszcza takimi w smażonej formie, ale jeśli wybiorę się kiedyś na dłużej do Hiszpanii, to muszę koniecznie się wybrać na taki deser 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *