CALELLA DE PALAFRUGELL, O TAK

Pomysł na spędzenie urlopu w Calella de Palafrugell narodził się pod presją czasu i silnej potrzeby przeżycia kolejnych wspaniałych chwil na Costa Brava. Tak się złożyło, że zeszłoroczne wakacje upłynęły nam głównie na sprawach związanych ze sprzedażą jednego i kupnem kolejnego mieszkania.

Wszystko to zresztą działo się w atmosferze wielkiego podniecenia faktem, że już za chwilę staniemy się częścią Żoliborza.

Niestety załatwianie wszystkich spraw trwało znacznie dłużej, niż to początkowo optymistycznie postrzegaliśmy. Stanęło na tym, że nie czekamy końca tych wszystkich formalności tylko jedziemy teraz, na krócej, ale jednak.

Kupiliśmy więc bilety na lot z Bydgoszczy do Girony. I od razu zwracam uwagę, że Ryanair, z którego usług skorzystaliśmy, obecnie nie posiada już takiego połączenia. Z racji na wczesną godzinę wylotu zdecydowaliśmy się na nocleg w hostelu, któremu w sumie nic nie brakowało, a cena promocyjna była naprawdę, jak na pokój dla czterech osób z łazienką, wręcz rewelacyjna. Trudno mi natomiast wypowiadać się co do lokalizacji chociażby. My podjechaliśmy wieczorem samochodem, po to by się przespać i rano spod hostelu wyruszyliśmy od razu na lotnisko.

Wybór padł na miasteczko o nazwie Calella de Palafrugell. Podróżując z dziećmi musimy brać pod uwagę pewne niedogodności podróży i ewentualną długą i uciążliwą podróż warto rozłożyć na jakieś etapy. Tym razem jako, że nasze wakacje miały potrwać jedynie tydzień nie mogło być o czymś takim mowy. Musiało być blisko, szybko i w miarę sprawnie. W związku z powyższym Calella de Palafrugell to doskonały wybór. Leży ona 60 km od Girony i dotarcie do niej stamtąd autobusem nie stanowi większego problemu, o samochodzie nie wspominając – część drogi bowiem można przejechać autostradą. Poza tym kiedy człowiek był już raz w Cadaques poszukuje czegoś równie pięknego, bez blokowisk na plaży, bez masowej turystyki. I tak w ogólności Callela de Palafrugell spełniała te wymogi. Przewodnik rough guides wspomina o białych łukach i willach z fin de siècle’u.

Za pośrednictwem jednej z wielu działających tam agencji nieruchomości wynajęliśmy mieszkanie. Wszystko oczywiście odbyło się za pośrednictwem internetu. Z uwagi na to, że robiliśmy to dosłownie na dwa dni przed wyjazdem wszystkie opłaty uiszczaliśmy dopiero na miejscu. Gdy dotarliśmy do Calella de Palafrugell udaliśmy się pod agencję nieruchomości. I tu od razu ważna uwaga, jeśli lokum klepiemy za pośrednictwem agencji. Warto naprawdę zwrócić uwagę na godziny, w jakich te miłe panie pracują, aby uniknąć później ewentualnych niedogodności. Kiedy dotarliśmy okazało się, że panie lada moment po sjeście rozpoczną pracę. Nie byliśmy jedynymi na nie oczekującymi, pod agencją ustawiła się kolejka i swoje trzeba było odstać. Na szczęście sąsiedztwo lodziarni umiliło te chwile, pozwoliło na moment zapomnieć o upale i zmęczeniu. W tej agencji sprawy miały się nieco inaczej. Z tego co pamiętam nie podpisywało się tam umowy, pani nie odprowadzała nikogo do wynajętego mieszkania, a jedynie na mapie oznaczała co i jak, zresztą przy tej ilości zainteresowanych – nie dziwota, a Calella de Palafrugell to nie Warszawa i pogubić się w niej nie tak łatwo. Jako zabezpieczenie była ustalona kaucja, jednak nie pobierano jej, a na mega archaicznej maszynie pani odbijała (dosłownie) naszą kartę kredytową i tyle.

Trzeba powiedzieć, że Calella de Palafrugell to piękne, urokliwe miasteczko. Wieczorne spacery najpiękniejszą jego częścią, chodnikiem nad samym morzem, na który knajpy i mieszkańcy wystawiają suto rybami i owocami morza zastawione stoliki, a który jest na tyle wąski, że trzeba iść gęsiego by zmieścić się obok nich pozostaną w pamięci na długo. Należy jednak mieć na uwadze, że z powodu bliskości Girony i bardzo łatwego z niej do Celella de Palafrugell dostępu w weekend może być tam naprawdę bardzo wielu ludzi. Wówczas zamiast jednej z cudownych plaż i plażyczek w Calella de Palafrugell warto zaplanować sobie jakąś wycieczkę. My udaliśmy się do Pals, o którym wspomnę w jednym z kolejnych postów. Generalnie – koniecznie do zobaczenia. Ewentualnie inne opcje to Llafranc, Tamariu czy Begur.

Jeszcze z informacji praktycznych to może to, że w Calella de Palafrugell zakupy robiliśmy w supermarkecie SPAR, który miał duże stoisko z rybami i owocami morza, i z tego co udało mi się sprawdzić na chwilę obecną nadal się on tam znajduje. Poza tym jest w Calella de Palafrugell fantastyczny sklep z rybami i owocami morza. Czegóż chcieć więcej.

Biorąc pod uwagę całkowicie chore godziny odlotów wracając do Polski zdecydowaliśmy się za pośrednictwem wspomnianej agencji nieruchomości zamówić taksówkę, która o jakiejś kompletnie chorej godzinie zawiozła nas wspomnianą już autostradą bardzo szybko i sprawnie na lotnisko w Gironie. Warto dodać, że klucze od mieszkania także oddawaliśmy taksówkarzowi. Uznaliśmy, że to opłaca nam się bardziej niż powrót do Girony autobusem i opłacanie tam noclegu. Dzięki temu zostaliśmy w Calella de Palafrugell  o jeden dzień dłużej i przeżyliśmy tam letnią burzę. W sumie fajnie, gdyby nie to, że mokre ciuchy nie miały czasu na wyschnięcie i musieliśmy zapakować je do walizek.

Dodatkowy plus dla Calella de Palafrugell za najbardziej oczywiste, a jednocześnie najbardziej malownicze i efektowne usytuowanie flagi Katalonii  czyli po prostu na tle morza oraz łódek. A także za fantastyczne tarasy wychodzące bezpośrednio na morze.

Na zakończenie warto pamiętać, że Calella de Palafrugell to nie to samo co inna być może nawet bardziej popularna Calella.

calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell orkiestra calella de palfrugell calella de palfrugell plaża calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell taras calella de palfrugell calella de palfrugell calella de palfrugell

4 thoughts on “CALELLA DE PALAFRUGELL, O TAK

  1. Oh jak sielsko! Trochę przypomina mi równie sielskie Corfu Town (ale przez ten przebijający klimat luzu i przyjemności, bo z wyglądu to ni w ząb i to greckie miasto leży mi o wiele bardziej), ale Hiszpania zawsze w sercu, więc jestem zauroczona tak czy siak 🙂

    1. W Cofru Town nie byłam, w googlu wygląda pięknie. Calella de Palafrugell faktycznie zawiera w sobie sporo luzu i przyjemności, nic tylko odwiedzać i czerpać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *