BRUGIA – WEEKEND WE FLAMANDZKIEJ WENECJI

Pisząc o Brugii nie sposób nie wspomnieć o rowerach. My akurat nie jeździmy, ale zaobserwowaliśmy to i owo. Jak to chociażby, że w stosunku do tego co jest w Polsce to Belgowie wspięli się na wyżyny rowerowej myśli technicznej i w szczególności w kwestii przewozu dzieci wpadli na rozwiązania, których rodzimi rowerzyści póki co nie przenieśli na tutejszy grunt.

Brugia

DSC_0070 DSC_0148 DSC_0527 DSC_0541

Co do piwa to występuje ono w Brugii w tylu odmianach, że każdy zapewne znajdzie coś dla siebie. Jedyny minus to jego cena – za półlitrowy kufel w knajpie przyjdzie nam zapłacić ponad cztery euro. I w temacie piwa może jeszcze jedna ciekawostka, potwierdzająca m.in. tę tezę, że mężczyźni mają łatwiej. W Brugii po spożyciu piwa, które jak wiadomo jest napojem bardziej od innych moczopędnym, wspomniani mogą załatwić swą potrzebę w jednym z wielu znajdujących się na tamtejszych ulicach, nieco tylko osłoniętych pisuarów.

DSC_0530

Tytułem podsumowania warto przypomnieć, że większość ww. kwestii oraz tych wspomnianych tu dodaje uroku miastu. Gdyby jednak ich nie było i tak warto byłoby udać się tam, bo Brugia jest niezwykle piękna i klimatyczna. Wąskie, brukowane uliczki, kamienice, te z cegły i te kolorowe, i te z rzeźbą matki boskiej, okiennice w intensywnych kolorach i kwiaty w oknach, place z drzewami i masą zaparkowanych na nich rowerów, i przede wszystkim kanały, i małe domki z tarasami tuż nad lustrem wody. I może jeszcze muszle św. Jakuba. I oczywiście rowery. A wszystko to w towarzystwie zieleni, która w dodatku w połowie września była zaskakująco wręcz zielona i soczysta. Nic tylko rozdziawiać gębę i się zachwycać.

DSC_0009

DSC_0532 DSC_0482 DSC_0282 DSC_0020 DSC_0452 DSC_0068 DSC_0492 DSC_0499 DSC_0142 DSC_0475 DSC_0462 DSC_0286 DSC_0478

Kilka informacji praktycznych. Polecieliśmy Ryanairem, trochę przepłaciliśmy, ale jeśli komuś nie zależy na konkretnym terminie to znalezienie lotu za ok. 80 zł w obie strony nie powinno stanowić większego problemu. Dodatkowym atutem wspomnianego przewoźnika jest poranny sobotni lot oraz wieczorny lot poniedziałkowy, czyli, że z jednym dniem urlopu można spędzić w Brugii 3 dni. Nie trzeba w dodatku błąkać się w środku nocy w poszukiwaniu hotelu tuż po przylocie, ani drżeć z niepewności czy pierwszy autobus na lotnisko na pewno będzie punktualny. Do Brugii dostaliśmy się pociągiem. W Warszawie odkupienie rail passa nie stanowiło problemu, a cena była dużo korzystniejsza niż gdybyśmy skorzystali z autobusu Flibco, którego cena też akurat nie była promocyjna. Nawet przy uwzględnieniu 5 euro za autobus z lotniska. Tu warto wspomnieć, że jego rozkład sobotni wygląda tak – jeden na godzinę w 42 minucie. Mieszkaliśmy w hotelu Ibis Budget tuż przy dworcu. Tuż obok znajduje się carrefour express, w którym można ewentualnie kupić jakieś najpotrzebniejsze rzeczy. Owszem do rynku głównego jest stamtąd kawałek drogi, ale kto przy zdrowych zmysłach planuje spędzić czas na rynku głównym, a gdyby nawet ktoś jednak miał taki plan to dojście wspomnianymi malowniczymi uliczkami Brugii jest naprawdę przyjemne i w dodatku można spalać te białe nugaty czy czekolady.

DSC_0568 DSC_0549 DSC_0426 DSC_0433 DSC_0378 DSC_0414 DSC_0320 DSC_0263 DSC_0203 DSC_0343

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *