BAR I INNE SOPOTU ATRAKCJE. NASZA LISTA

Przyjechaliśmy. Podróż z Warszawy zajęła nam 4 godziny. Niewiele więcej od porannego grzebulstwa.

Jakoś w dalszym ciągu nie potrafimy się z nim uporać. Chyba tacy po prostu jesteśmy i troszkę to lubimy.

Zameldowaliśmy się w hotelu. Będzie jeszcze pora wspomnieć o nim dwa słowa i dwie foty zamieścić.

Odbyliśmy spacer do miejsca o nazwie „Bar Przystań”. Szliśmy wzdłuż plaży, ale zbyt ciemno było by nacieszyć oczy tym widokiem. Ale na bank był fantastyczny. Pierwszy raz zdarzyło nam się, że idąc po plaży stopy nie zasypywały się w piasku. Starsze dziecko podsumowało, że może to beton stylizowany na nadmorski piasek…

Zjedliśmy w Barze Przystań. Najbardziej wyczekane: sola, halibut, miętus, piwo i grzane wino. Oczywiście gdy przyszliśmy nie było ani jednego miejsca wolnego, natomiast co najmniej kilku oczekujących na nie. Nie obeszło się zatem bez kilkuminutowego spaceru, ale warto było.

Wróciwszy z wspomnianego baru zajrzeliśmy, a jakże, w ul. Bohaterów Monte Cassino, a potem zszedłszy z niej mijaliśmy kilka uroczych willi, a na jednej z nich tablicę, na której wspomniano coś na temat Zbigniewa Herberta. Stwierdziliśmy, że przyjdziemy kolejnego dnia, gdy będzie widno.

Wieczorem ciesząc się tym wszystkim stwierdziliśmy mega wysoką temperaturę u najmłodszej uczestniczki pobytu…

Ostatecznie wieczór zakończyliśmy z francuskim kinem online w ramach my french film festiwal.

Zjedliśmy śniadanie w hotelowej restauracji. Wsłuchując się w słowa kelnera odnośnie jajek gotowanych, jajek po benedyktyńsku, jajek sadzonych, omletów, naleśników … oraz konsumując mogliśmy patrzeć na morze. I trzeba przyznać, że bardzo to było przyjemne.

Poszliśmy na spacer po plaży, niektórzy z nas poszukiwali bursztynów. Z piaskiem tym razem wszystko było ok.

Spacerowaliśmy po mieście. I stwierdziliśmy, że nawet taki pochmurny, szary i smutny Sopot jest piękny.

Patrzyliśmy na te wszystkie kamienice z ogłoszeniami o sprzedaży i żałowaliśmy, że te czwartkowe czy może sobotnie dwadzieścia trzy miliony nie wypaliły…

Oczekiwaliśmy na:

  1. wizytę w sopockiej przychodni – we wspomnianych okolicznościach przetestowanie tutejszych medyków okazało się być konieczne,
  2. Bar Przystań, a konkretnie kolejną w nim wizytę, planując w międzyczasie menu na dzień dzisiejszy,
  3. kąpiel w basenie, a jakże, z widokiem na morze.

Sopot hotel Sopot bar Sopot bar Sopot bar Sopot bar bar Sopot Sopot bar sopot bar sopot bar Sopot bar Sopot bar Sopot bar Sopot Sopot bar Sopot bar Sopot bar

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *