AMY GORZKA HISTORIA

 

Wchodząca właśnie na ekrany polskich kin produkcja o życiu utalentowanej, przedwcześnie zmarłej Amy Winehouse. Nie dość, że premiera to jeszcze w kinie Elektronik.

A w dodatku bilety wygrane. To piątkowe popołudnie po prostu nie mogło się nie udać.

Co do samego kina Elektronik to warto może wspomnieć, zgodnie z tym co zamieszczono na jego stronie internetowej, że historia jego sięga lat 60 XX w. Od czasu jego zamknięcia w 2001 r. do momentu ponownego uruchomienia (po gruntownej reiwtalizacji) w 2015 r. minęło sporo czasu. Dziś to jednosalowe, klimatyczne kino studyjne z ambicjami. Chwilę po jego oficjalnym otwarciu w maju, albo może chwilę przed tym, moje i wiele innych dzieci za darmo mogły obejrzeć w nim takie filmy jak Lato muminków czy Akademia Pana Kleksa. Generalnie to kino ma same plusy, a nawet jeszcze jeden plus więcej. Taki mianowicie, że nam dojście do niego zajmuje nieco poniżej pięciu minut. Czyli na tym polu zdecydowanie wygrywa z kinem Kultura, kinem Muranów, a nawet kinem Wisła. I jeszcze jedna kwestia – kino Elektronik zostało wyposażone w bardzo fajny neon, a fotele nie są może tak wygodne jak te dzisiaj montowane w kinach, ale są naprawdę piękne.

Wracając do tematu filmów wspomnę tylko, że seans Amy był dla nas trzecim seansem kinowym w tym tygodniu, a w sumie było ich cztery. W poniedziałek w ramach taniego poniedziałku w kinie Luna (w dodatku tej tańszej jego opcji) obejrzeliśmy Rozumiemy się bez słów. Jak już wspominałam nie jest to może kino przez wielkie K, ale ogląda się naprawdę dobrze. Właściwie gdyby nie pewne jego fragmenty mogłoby być pouczającym kinem familijnym. We wtorek w kinie Lab obejrzeliśmy film, który ja od dawna bardzo chciałam zobaczyć czyli Nieznajomy nad jeziorem. Uwaga, to zdecydowanie nie jest film dla wszystkich! Muszę stwierdzić, że kino Lab miało tę wyższość nad kinem Luna, że w nim wtorkowy seans z cyklu FRANCUSKIE RENDEZ-VOUS okazał się jeszcze tańszy niż ten super tani poniedziałek. Poza tym, co trzeba podkreślić, i kino Lab jest wyjątkowe, i okolica, w której się znajduje również. Co zaś do ostatniego w tym tygodniu seansu kinowego to w ramach DNI ANDERSA w kinie Muranów za darmo zobaczyliśmy Sen o Warszawie – film dokumentalny o życiu i twórczości Czesława Niemena. Dobry i zdecydowanie wart obejrzenia, ale jako dokument pozostawiający jednak ogromny niedosyt.

Jeśli zaś chodzi o Amy w reż. Asifa Kapadii. Zarówno ja, jak i mój małżonek zgadzamy się co do tego, że film wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. Historia krótkiego, acz niezwykle intensywnego życia Amy Winehouse nie pozostawia obojętnym. W tym filmie jest wszystko czego trzeba chwytliwej historii. Prawdziwe życie, a w nim – dzieciństwo bez ojca, wielki talent, ogromna sława, która nadeszła szybko i niespodziewanie, miłość do wyrachowanych pasożytów czyli ojca i męża, choroba, nałogi, przedwczesna śmierć. Oraz doskonała muzyka. Choć Amy to dokument, chwilami trudno uwierzyć, że niektóre sceny działy się naprawdę. A, że jak donosiły media, tatuś wspomnianej po premierze filmu na festiwalu w Cannes wyraził swoje niezadowolenie, nie dziwota. Mieć takiego ojca czy też być sierotą – oto jest pytanie?

zdjęcie pochodzi ze strony www.gutekfilm.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *